Doktor, atomy i pensja z Biedronki. Ta oferta pracy rozwścieczyła polską naukę

Wyobraź sobie taki zestaw wymagań: doktorat z fizyki, prawie dekada doświadczenia, perfekcyjny angielski, praca na sprzęcie wartym kilka milionów złotych i gotowość do działania pod presją. Brzmi jak opis elitarnego specjalisty, prawda?

 

A teraz cena. 4806 zł brutto.

 

Tyle właśnie oferuje Instytut Fizyki Polskiej Akademii Nauk za pracę przy jednym z najbardziej zaawansowanych mikroskopów elektronowych w kraju. I to nie żart, nie satyra ani eksperyment społeczny.

 

Miliony w sprzęcie, minimum w portfelu

 

Nowy pracownik miałby obsługiwać mikroskop Titan Cubed 80–300. To urządzenie, które pozwala zaglądać w świat pojedynczych atomów, badać nanostruktury i pracować na granicy tego, co dziś w ogóle możliwe w fizyce materiałowej.

Na liście zadań znalazły się między innymi:

  • analiza danych z użyciem Big Data i uczenia maszynowego,

  • badania grafenu i nanorurek węglowych,

  • automatyzacja eksperymentów,

  • udział w zdobywaniu grantów liczonych w milionach złotych.

Za ten pakiet odpowiedzialności kandydat dostaje dokładnie tyle, ile wynosi ustawowa pensja minimalna w 2026 roku. Ani złotówki więcej.

 

PAN i problem stary jak tablica Mendelejewa

 

To nie jest jednorazowa wpadka. Wynagrodzenia w Polskiej Akademii Nauk od lat są przedmiotem krytyki. Jeszcze niedawno zdarzało się, że naukowcy formalnie zarabiali poniżej płacy minimalnej, bo brakowało odpowiednich rozporządzeń.

Rząd zapowiada reformę. W projektach pojawiają się hasła o „poprawie warunków zatrudnienia”, „elastycznych formach pracy” i „przejrzystych ocenach okresowych”. Brzmi dobrze. Tyle że rzeczywistość, jak widać, nadal skrzeczy.

 

Internet zapłonął szybciej niż próbka w próżni

 

Ogłoszenie błyskawicznie stało się tematem numer jeden w środowisku naukowym. Komentarze w mediach społecznościowych były bezlitosne.

Profesorowie, dyrektorzy instytutów i byli prezesi państwowych sieci badawczych zgodnie punktowali absurd: lata kształcenia, najwyższe kompetencje i wynagrodzenie, które nie pozwala konkurować nawet z rynkiem pozanaukowym.

Padło też gorzkie pytanie: jak w takich warunkach Polska chce przyciągać młodych naukowców? Albo specjalistów z zagranicy?