MEN rusza nauczycielskie tabu. Pensum znów na celowniku
Ministerstwo Edukacji Narodowej zaczyna ostrożnie badać możliwość zmiany pensum nauczycieli, czyli liczby godzin pracy przy tablicy. Temat jest wyjątkowo wrażliwy, bo z jednej strony oczekiwania mają związki zawodowe i sami nauczyciele, z drugiej rząd musi brać pod uwagę ograniczenia budżetowe oraz interesy samorządów.
Jak podaje „Newsweek”, w praktyce coraz więcej nauczycieli pracuje znacznie powyżej obowiązującego pensum. Zamiast 18 godzin tygodniowo przy tablicy, realny czas prowadzenia zajęć sięga często 30, 40, a nawet więcej godzin. Dla wielu oznacza to drastyczne ograniczenie czasu na przygotowanie lekcji i rozwój zawodowy. Powodem są m.in. zastępstwa za nauczycieli na urlopach zdrowotnych, braki kadrowe oraz konieczność zdobywania kolejnych kwalifikacji.
MEN ostatni raz badało rzeczywisty czas pracy nauczycieli w 2013 roku. Wówczas średnio wynosił on ok. 2,5 godziny tygodniowo ponad pensum. Z kolei według ZNP dziś co dziesiąty nauczyciel pracuje w jednej szkole na dwa etaty, a wielu dorabia w kilku placówkach. Dyrektorzy często wolą obciążyć już zatrudnionych nauczycieli dodatkowymi godzinami niż szukać kogoś nowego na niewielki wymiar zajęć. To rozwiązanie jest tańsze dla samorządów, bo godziny ponadwymiarowe kosztują mniej niż pełny etat. Szkoły nie mają zresztą dużego wyboru, bo chętnych do pracy w zawodzie brakuje, a sami nauczyciele nierzadko godzą się na dodatkowe godziny ze względów finansowych.
Pensum pozostaje jednak jednym z największych „świętych praw” wywalczonych przez związki zawodowe i od ponad 40 lat praktycznie się nie zmienia. Już jesienne wypowiedzi wiceszefa MEN Henryka Kiepury zapowiadające dyskusję na ten temat wywołały silne emocje. W pamięci środowiska wciąż funkcjonuje też wypowiedź ministra Mirosława Handkego z 1997 roku, że „nauczyciele udają, że pracują, a my udajemy, że im płacimy”. Choć miała ona zwrócić uwagę na potrzebę jednoczesnego podnoszenia płac i wymagań, zakończyła się dymisją ministra i na lata zatruła debatę.
Nowym elementem jest wyrok Sądu Najwyższego z lutego 2025 roku, który uznał, że praca nauczyciela wykonywana ponad normy określone w Karcie nauczyciela jest pracą w godzinach nadliczbowych i wymaga rekompensaty finansowej lub czasu wolnego. To dodatkowo komplikuje sytuację finansową systemu. Politycy rządzącej koalicji nie ukrywają, że np. powiązanie nauczycielskich pensji ze średnią krajową byłoby zbyt kosztowne dla budżetu państwa.
Rząd próbuje więc balansować między oczekiwaniami nauczycieli, naciskami związków, możliwościami finansowymi oraz obawami samorządów, które od dawna sygnalizują, że bez zmiany pensum system edukacji „nie domknie się” finansowo. Jednocześnie osoby zaangażowane w rozmowy z MEN przyznają, że przed wyborami nikt raczej nie zdecyduje się na naruszenie pensum, nawet jeśli prywatnie uznaje to za rozwiązanie racjonalne.
