Szkoła się zmieniła, ale nauczyciele zostali w tyle? Ta diagnoza daje do myślenia

Edukacja włączająca przestała być dodatkiem do szkolnej codzienności. Dziś to raczej jej stały krajobraz, coś jak pogoda, której nie da się zignorować. Problem w tym, że choć rzeczywistość klas zmieniła się błyskawicznie, przygotowanie nauczycieli nie nadążyło za tym tempem. Podczas XXII Konferencji OSKKO prof. Zenon Gajdzica jasno wskazał, że nauczyciele często nie dostają kompetencji potrzebnych do pracy z uczniami o bardzo różnych potrzebach.

 

Różnorodność to już norma, nie wyjątek

 

W trakcie panelu poświęconego edukacji włączającej profesor próbował uporządkować sposób myślenia o tym zjawisku. Zamiast traktować je jako temat dotyczący wybranej grupy uczniów, pokazał je jako codzienność całego systemu.

Bo prawda jest prosta: klasy już są zróżnicowane. Nie trzeba nikogo „włączać”, bo uczniowie z różnymi doświadczeniami, trudnościami czy talentami już w nich są.

To dzieci z niepełnosprawnościami, ale też uczniowie z innych kultur, mówiący innym językiem, zmagający się z emocjami albo… wybitnie zdolni. Ta mozaika nie jest wyjątkiem od reguły. Ona jest regułą.

W takiej rzeczywistości pytanie nie brzmi już: „czy szkoła ma być włączająca?”. Raczej: czy potrafi działać w świecie, który już jest różnorodny?

 

Najważniejsze ogniwo bywa najsłabsze

 

W debacie o zmianach często mówi się o instytucjach, narzędziach i systemowych rozwiązaniach. Łatwo jednak zgubić kogoś, kto stoi najbliżej ucznia, czyli nauczyciela.

To właśnie on jako pierwszy zauważa trudności, reaguje na zmiany, współpracuje z rodziną i próbuje dopasować sposób nauczania do realiów klasy. Jeśli nie ma do tego odpowiedniego przygotowania, nawet najlepszy system zaczyna chwiać się jak konstrukcja na zbyt cienkich filarach.

Profesor zwrócił uwagę, że problem nie dotyczy pojedynczych braków czy niedostatku szkoleń. Chodzi o coś głębszego, o sposób kształcenia nauczycieli, szczególnie przedmiotowych, który nie uwzględnia w wystarczającym stopniu pracy w zróżnicowanej klasie.

 

Inne kraje robią to inaczej

 

Aby pokazać skalę wyzwania, profesor przywołał przykład Walii. Tam znaczną część kompetencji nauczyciela stanowią umiejętności związane z pracą z uczniami wymagającymi dodatkowego wsparcia.

W polskich realiach ten obszar zajmuje znacznie mniej miejsca. Różnica jest tak duża, że trudno ją zignorować. To trochę jak porównanie mapy szczegółowej z jedynie zarysem konturów.

W tle pojawia się więc ważne pytanie: kim właściwie ma być współczesny nauczyciel? Ekspertem od swojego przedmiotu czy także przewodnikiem po złożonym świecie uczniowskich potrzeb?

Coraz więcej wskazuje na to, że bez tej drugiej roli trudno dziś mówić o nowoczesnej edukacji.

 

Nauczyciele mówią o tym od lat

 

Co istotne, ten problem nie pojawił się nagle. Już kilka lat temu sami nauczyciele sygnalizowali, że nie czują się w pełni przygotowani do pracy w tak zróżnicowanych klasach.

Wskazywali na braki w kompetencjach, trudności diagnostyczne, niedostateczne wsparcie metodyczne oraz zbyt małą dostępność specjalistów.

Od tamtego czasu w systemie zaczęło się sporo zmieniać. Powstają nowe rozwiązania, rozwijają się formy wsparcia, pojawiają się kolejne inicjatywy.

Jednak bez równoległego wzmocnienia przygotowania samych nauczycieli te działania mogą przypominać próbę naprawy statku bez zajęcia się jego sterem. Można wiele poprawić, ale kierunek wciąż pozostaje niepewny.