Przedszkola pustoszeją, ale jest jeden kierunek, który ratuje etaty nauczycieli. Sprawdź, co się zmienia!
Przedszkola pustoszeją, ale jest jeden kierunek, który ratuje etaty nauczycieli. Sprawdź, co się zmienia!
Liczba dzieci w przedszkolach systematycznie maleje, a ten trend zaczyna wyraźnie wpływać na rynek pracy nauczycieli. Coraz więcej z nich rozgląda się za zatrudnieniem w szkołach podstawowych, gdzie sytuacja wciąż wygląda nieco stabilniej. Równolegle wielu pedagogów podejmuje studia z zakresu pedagogiki specjalnej, bo właśnie tam pojawia się dziś najwięcej możliwości.
Jak zauważa Robert Górniak, znany z działalności edukacyjnej w sieci, względny spokój mogą zachować nauczyciele przedmiotów w klasach 4–8 oraz w szkołach ponadpodstawowych. Jednak i dla nich horyzont bezpieczeństwa nie jest nieograniczony. Około 2031 roku także oni mogą zacząć odczuwać skutki zmian demograficznych. Znacznie szybciej problem dotknie nauczycieli pracujących z młodszymi dziećmi.
Już rok szkolny 2025/2026 przynosi wyraźne tąpnięcie w przedszkolach. Liczba dzieci spada o około 100 tysięcy, co oznacza likwidację tysięcy oddziałów. To nie chwilowe zachwianie, lecz początek dłuższego procesu. Jeśli tempo się utrzyma, za kilka lat liczba przedszkolaków spadnie poniżej miliona, czyli o jedną czwartą względem obecnego poziomu.
Na razie nauczyciele przedszkolni nie odczuwają jeszcze dramatycznych skutków, głównie dzięki wcześniejszym niedoborom kadrowym. Jeszcze niedawno liczba ofert pracy była wysoka, choć już teraz widać pierwsze oznaki spowolnienia. W najbliższych latach może się to zmienić na tyle, że pojawi się nadwyżka nauczycieli.
Dotychczas wielu pedagogów ratowało się przejściem do klas 1–3. Ten kierunek jednak również zaczyna się kurczyć. Liczba uczniów w edukacji wczesnoszkolnej będzie spadać, i to znacząco – w ciągu kilku lat nawet o jedną piątą.
Czy jest więc jakaś bezpieczna przystań? Okazuje się, że tak. Kluczem może być zdobycie kwalifikacji z zakresu pedagogiki specjalnej. Dzięki temu nauczyciele mogą pracować jako pedagodzy specjalni, prowadzić zajęcia rewalidacyjne lub pełnić funkcję nauczyciela współorganizującego kształcenie.
Szczególnie ta ostatnia rola cieszy się ogromnym zainteresowaniem szkół. Powód jest prosty – lawinowo rośnie liczba uczniów z orzeczeniami o potrzebie kształcenia specjalnego. W ciągu kilku lat ich liczba zwiększyła się o kilkadziesiąt procent i nadal rośnie. Już teraz setki tysięcy uczniów wymagają dodatkowego wsparcia, a system potrzebuje dziesiątek tysięcy nauczycieli, by zapewnić im odpowiednią pomoc.
W praktyce oznacza to jedno: choć demografia zamyka pewne drzwi, inne właśnie się otwierają. Ci, którzy odpowiednio wcześnie dostosują swoje kwalifikacje, mogą nie tylko utrzymać zatrudnienie, ale też znaleźć się w samym centrum rosnącego zapotrzebowania.
